UNIWERSYTET Kulturalny

Uniwersytet Warszawski
Strona Uniwersytetu Warszawskiego


Strona główna

Archiwum

Redakcja

Ciekawe linki

UNIWERSYTET

E-Mail

Luty/marzec 2001


     

Idea karnawału

Nieznany karnawał belgijski w Binche
    Od tego, czym jest właściwy karnawał, znacznie łatwiej zdefiniować, czym karnawał na pewno nie jest. A nie jest z pewnością tym, z czym jest zazwyczaj w naszym kraju utożsamiany: li tylko nazwą okresu trwającego od Nowego Roku do Popielca, okazją do pieczenia faworków i objadania się pączkami, synonimem Sylwestra, balów i innych imprez w stylu "Carnevale di Venezia" w Hotelu Sheraton, czasem szczególnie wyczekiwanym przez damy ubierające się w salonach znanych projektantów mody, jak sugeruje prasa kobieca, ani też - to już zupełnie na wyrost - metaforą ruchów społecznych, demokratycznych manifestacji, rewolucyjnych zamieszek czy parad miłości w Berlinie.

    Karnawał w tradycyjnym rozumieniu jest świętem, paroksyzmem żywotności i ludyczności, czyli symetrycznym przeciwieństwem życia spokojnego, spędzanego na codziennych obowiązkach i obłożonego licznymi zakazami oraz nakazami. Święto sprzyja zbiegowiskom ożywionym i hałaśliwym. Jego prawo to rozpasanie, używanie do upadłego i desakralizacja rzeczywistości. W karnawale, w którym gromadne wyładowanie aktywności sięgać może niekiedy zenitu, objawia się ona ustanowieniem tzw. świata na opak, zawieszeniem normalnych praw rządzących światem i zastąpieniem ich błazeńską parodią (najczęściej wymienianymi przykładami są parodie mszy oraz wybryki łączące się z płodnością).

    Samo słowo karnawał nie pochodzi, jak sugeruje Władysław Kopaliński w popularnym Słowniku mitów i tradycji kultury, od mitologicznego terminu carrus navalis, który miałby oznaczać podobne do statków wozy używane w antycznej Grecji w czasie obchodów Wielkich Dionizji. Termin ten jest bowiem konstruktem niemieckiej filologii. Właściwą etymologię karnawału należy wywodzić z kościelnej łaciny. Wszystkie postacie językowe zawierające pierwiastek carne + levare, stąd późniejsze levale i vale, jednoznacznie wyrażają konieczność wykreślenia z jadłospisu mięsa na czas Wielkiego Postu, tak jak w dawnej Polsce przekazywało to słowo mięsopust lub nieco nowsze zapusty. Podobną intencję zdradzają zabawne etymologie ludowe, jak na przykład ta, która rozbijając carnevale na dwa włoskie słowa otrzymuje zwrot "żegnaj mięso!".

    Kościelne pochodzenie słowa karnawał wyznacza historyczno-kulturowy profil tego święta. Odczytywać je trzeba poprzez pryzmat heortologiczny (heortologia to dyscyplina teologii zajmująca się czasem). Pozwala on dojrzeć, iż karnawał został ukształtowany w Europie, w chrześcijańskim średniowieczu i jest obyczajem zależnym od przebiegu roku liturgicznego. Jego genetyczny związek z czterdziestodniowym postem ma także głębokie uzasadnienie ekonomiczne. Spożywanie tłustych pokarmów było najlepszym sposobem na zużycie zapasów i zrekompensowanie rzeźnikom wymuszonej sześciotygodniowej przerwy w pracy. Każda prawidłowość ma jednak swój wyjątek: karnawał w Bazylei odbywa się już w czasie Wielkiego Postu.

    Udział hierarchii kościelnej w karnawałach i jej stosunek do nich zmieniał się w miarę upływu czasu. Początkowo w poprzedzających post szaleństwach poszukiwano mistycznych doświadczeń, ale na sto lat przed reformacją stosunek kleru do karnawału zradykalizował się. Wszelkie parodie instytucji sakralnych oraz obscena stały się źródłem zakazów kościelnych (stanowią one podstawowe materiały źródłowe do badań nad karnawałem). Wtedy też na karnawałowej arenie zjawił się błazen, przyjmując na siebie etykietę zła, grzechu i oddalenia się od Boga. Mówienie o błaźnie karnawałowym wyłącznie jako głupcu byłoby dużym uproszczeniem.

    Niegdyś karnawał występował również w Polsce. Pisał o nim między innymi Zygmunt Gloger. W Encyklopedii staropolskiej jego autorstwa znajduje się interesująca wzmianka: "Patrząc na te płoche zabawy, jeden z ambasadorów Solimana II, powróciwszy do Stambułu, rozpowiadał, że w pewnej porze roku chrześcijanie dostają wariacyi i że dopiero jakiś proch sypany im potem w kościołach na głowy leczy takową". Dzisiaj trudno jest ustalić, które z tradycji są nadal żywotne, a które przekształciły się w zwykłe festyny lub wtopiły się w inne, w dalszym ciągu pielęgnowane obyczaje. BLIŻEJ NIŻ W RIO DE JANEIRO

    Karnawał kojarzy nam się przede wszystkim z Rio de Janeiro, Nowym Orleanem i Wenecją. Są to tropy tyleż prawdziwe, co chybione. Karnawały za ocean przyniesione zostały ze starego kontynentu i zaadoptowane przez miejscową ludność kolorową, która nadała im rozpoznawalną formę. Karnawał w Wenecji zrekonstruowano niedawno, oczywiście na potrzeby turystyczne; stara wenecka tradycja zniszczona została przez Napoleona, prawdziwego wroga karnawałów. Tymczasem większość tradycyjnych mięsopustów europejskich, takich jak karnawały belgijskie, francuskie, hiszpańskie i kanaryjskie, portugalskie, czy słoweńskie, nadal pozostaje nieodkryta, nic już nie wspominając o karnawałach w odległych zakątkach świata, w Boliwii czy Chile.

    Karnawał szwabsko-alemański (niem. schwäbisch-alemannische Fasnet), w Polsce zupełnie nieznany, może w odróżnieniu od pełnego zgiełku i chaosu, ociekającego piwem Karneval w Nadrenii, jest mięsopustem niewątpliwie tradycyjnym, to znaczy odbywającym się w katolickiej części Niemiec i o poświadczonym średniowiecznym pochodzeniu. Istnieją na to dowody nie tylko pisane, czyli pisma kościelne (zbory protestanckie po dziś dzień wydają antykarnawałowe filipiki): po przeciwnych stronach wspornika sklepienia lewej nawy kościoła farnego w Rottweil, twierdzy karnawału szwabskiego, artysta w 1496 roku umieścił czaszkę, wyobrażenie memento mori, oraz figurę błazna trzymającego w rękach dudy, symbol karnawałów. Zwróćmy uwagę, że identyczny schemat obrazowania kryje się w pisanym po łacinie polskim wierszu średniowiecznym Iam, iam clericuli, w którym Władysław z Gielniowa przestrzega młodych kleryków przed skarnawalizowanymi zabawami.

    Przez Fasnet albo Fastnacht (zgodnie zresztą z etymologią: Fasten = post + Nacht = noc, a więc Fastnacht = noc przed postem) w południowych Niemczech rozumie się głównie dni bezpośrednio poprzedzające Wielki Post. Wtedy karnawał szwabski kulminuje. A odbywa się on niezwykle regularnie. W minionym stuleciu odwołano go dwukrotnie: w czasie II wojny światowej i operacji Pustynna Burza. Już w Środę Popielcową dokładnie wiadomo, jaki przebieg karnawał będzie miał za rok. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się w małych miasteczkach, a czasami nawet wsiach, rozrzuconych po południowej części landu Badenia-Wirtembergia. Szwabia jest nazwą historyczną, konotującą jednak przynależność krainy do dawnej kultury alemańskiej. Formy szwabskiego karnawału również przekraczają administracyjne granice Niemiec. Występują w Szwajcarii i Austrii.

Kraina karnawału szwabsko-alemańskiego
    Fasnet nie ma znamion komercyjnej atrakcji i pewnie dlatego nie jest szerzej znany. Nie organizuje się go dla turystów. W karnawałowych aktywnościach uczestniczą wszyscy mieszkańcy miasteczka, jedni jako rozbawieni widzowie, popijający korzenne Glühwein, drudzy jako członkowie cechów błazeńskich (Narrenzunft). Banki, firmy i sklepy zamykane są skrzętnie na czas święta. Narrenzunfty odpowiadają za organizację karnawału, co jest wyrazem nie tylko sławnego germańskiego Ordnungu, lecz przede wszystkim troski o zachowanie tradycji w stanie nienaruszonym i odróżnienia jej od pojawiających się prób rekonstrukcji. Najbardziej konserwatywne cechy zrzeszone są w specjalnej organizacji krajowej. Podstawowy przejaw karnawału szwabskiego to Umzug, czyli parada, pochód. Korowody podskakujących w rytm muzyki Narrów w tradycyjnych maskach i kostiumach (ich wykonanie pochłania mnóstwo czasu i jeszcze więcej pieniędzy) przewijają się przez wszystkie miejscowości, w których tylko odbywa się karnawał. Do pozostałych oryginalnych błazeńskich aktywności należą: taniec błaznów (Schömberg), trzaskanie z korbaczy (Hänselejuck w Überlingen), spływ rwącym potokiem na skonstruowanych w tym celu karnawałowych pływających maszyneriach (Bach-na-Fahren w Schrambergu) oraz najprawdziwsza msza święta z udziałem przebierańców, do której zamiast organisty przygrywa jazzband, a okolicznościowe kazanie ma typowo satyryczny charakter (Rottenburg nad Neckarem).

    Prezentowane poniżej teksty powstały na konwersatorium "Karnawały w kulturze", które dr Wojciech Dudzik, teatrolog i badacz kultury, prowadzi od dwóch lat w Instytucie Kultury Polskiej UW. Stanowią pokłosie wyjazdu seminaryjnego do Niemiec w marcu zeszłego roku, w czasie którego uczestnicy konwersatorium mieli rzadką okazję poznać karnawał szwabsko-alemański z autopsji. Natomiast praca Bożeny Bielenin ma bardziej etnograficzny charakter. Autorka nie tylko studiowała literaturę przedmiotu, ale sama podróżowała po Polsce w poszukiwaniu zachowanych jeszcze gdzieniegdzie ludowych tradycji karnawałowych.

Włodzimierz Karol Pessel


Do góry


© Copyright by UNIWERSYTET 2001
| Webmaster |